Bielecki: Wracam na parkiet, zagram w najbliższy czwartek

Z Karolem Bieleckim, piłkarzem ręcznym reprezentacji Polski, rozmawia w Niemczech Sebastian Staszewski
Bielecki przewiduje, że rywale nie będą go oszczędzać, tylko wykorzystają jego kontuzję
 Fot. Tomasz Bołt

Wystarczył panu ledwie miesiąc, aby po utracie oka wrócić do treningu. Wielu myślało, że nie ma na to szans.

Nawet nie miesiąc, bo od jakiegoś czasu regularnie trenuję rzuty i podania. W sobotę posiedzieliśmy trochę w siłowni, pograliśmy w piłkę nożną. Mamy trzy dni testów, na razie to delikatne zajęcia. Cieszy, że wszystko wygląda naprawdę nieźle. Nie mam problemów z bieganiem czy trafianiem w bramkę. Nie chcę jednak zapeszać, bo do prawdziwego powrotu daleka droga.

Jak daleka?

Wszystko zależy od samozaparcia. W meczu chcę zagrać już w czwartek! Mój klub ma umówiony sparing z czwartoligowcami i chciałbym wejść na kilka minut.

Pańska ambicja nie zwycięża nad zdrowym rozsądkiem? Pozostaje panu tylko jedno oko, a ryzyko jego utraty mimo wszystko istnieje.

Mam specjalne okulary ochronne. Te, które kupiliśmy w Niemczech, są trochę za małe, ale klub sprowadził mi nowe ze Stanów Zjednoczonych. Dostanę je za kilka dni. Są wykonane ze specjalnego plastiku, bardzo wytrzymałego. Ściśle przylegają do twarzy, a więc nie ma zagrożenia, że pękną albo uszkodzą mi skórę. Te okulary to podstawowy wymóg mojego powrotu, bo muszę chronić prawe oko.

Wróci pan do piłki ręcznej i co dalej? Wciąż myśli pan o Lidze Mistrzów i grze w reprezentacji Polski?

Jeżeli mam grać, to tylko na wysokim poziomie. Nie mam zamiaru być zapchajdziurą albo piłkarzem, który gra tylko kilka minut w meczach ligowych. Jeżeli piłka ręczna będzie mnie męczyć, to dam sobie z tym spokój. Priorytetem jest powrót do klubu, a jeżeli to się uda, nie wykluczam powrotu do reprezentacji. Rozmawiałem z Bogdanem Wentą, jesteśmy w stałym kontakcie i wiem, że droga do kadry nie jest zamknięta.

Wróćmy do towarzyskiego meczu Polska - Chorwacja, który odbył się w Kielcach. Wpadł pan na chorwackiego rozgrywającego Josipa Valcicia, upadł na parkiet i…

I poczułem, że na ręce mam coś, co nie jest krwią. To była gęsta, nienaturalna maź. Dlatego od razu krzyknąłem do doktora: "Co z moim okiem?!". Na początku powiedziano mi, że to tylko łuk brwiowy, ale już w szpitalu lekarze z Lublina oznajmili, że czeka mnie kilka operacji, bo chodzi o oko.

Natychmiast pomógł panu klub Rhein-Neckar Lowen, którego właściciel udostępnił panu swój prywatny samolot i załatwił renomowaną klinikę w Tybingen.

W Niemczech jeszcze wierzyłem, że jest jakaś szansa. Jeżeli uratowałaby się siatkówka oka, była nadzieja. Po pierwszej, pięciogodzinnej operacji lekarz powiedział mi, że nie ma już co operować. Jego słowa uświadomiły mi, że to koniec. Ale kilka dni później byłem u innego doktora i ten stwierdził, że będę mógł grać. Co lekarz, to inna opinia. Pojawił się promyk nadziei.

Kiedy leżał pan na szpitalnym łóżku, myślał pan, co dalej?

W maju podpisałem nowy, pięcioletni kontrakt i nic nie wskazywało, że coś pójdzie nie tak. Przez te wszystkie lata nie miałem żadnej poważnej kontuzji. I nagle po jednym zagraniu wszystko stanęło na głowie. Jasne, w razie czego mam dwie ręce, nogi i głowę, pracy się nie boję. Jednak wszystko działo się tak szybko, że nie miałem czasu myśleć. Po pięciu dniach wiedziałem, że straciłem oko i kończę karierę. Po dziesięciu okazało się, że prawdopodobnie będę mógł wrócić do gry.

Jak pańską tragedię przyjęła najbliższa rodzina?

Dla ojca był to cios. Jestem jego jedynym synem i ciężko przyjął wiadomość, że mogę zakończyć karierę w momencie, w którym wszystko idzie świetnie. Tłumaczyłem mu, że mogło być gorzej i już nic z tym nie zrobimy. Teraz gadamy codziennie, informuję go o wszystkim i wiem, że wierzy w mój powrót. Jego wsparcie jest bardzo ważne.

Oczekuje pan, że na początku koledzy z zespołu potraktują pana łagodniej?

Żadnych ulg nie oczekuję. Wiem, że rywale nie będą się litować nad Bieleckim. Raczej będą chcieli te moje niedziałające oko wykorzystać, ustawiając obronę. Wszyscy walczymy o chleb. Koledzy też wiedzą, że chcę grać tak jak przed tym urazem.

Wszystkim zaimponowało zachowanie właścicieli pańskiego klubu. Zrobili wszystko, aby zapewnić panu jak najlepszą opiekę.

Ze strony Lwów otrzymałem wielkie wsparcie. Odcięli mnie na przykład od kontaktu z niemiecką prasą i dopiero, kiedy wrócę na boisko, będę mógł udzielić pierwszych rozmów. Właściciel klubu, menedżer, ale także zwykli, szeregowi pracownicy ciągle się dopytują, jak się czuję. Mogę im tylko dziękować.

W tym nieszczęściu szczęściem było to, że doznał pan kontuzji w Niemczech, a nie w Polsce. U nas kluby zastanawiałyby się pewnie nad rozwiązaniem kontraktu i dopiero wtedy miałby pan poważny problem.

Jaka liga, tacy ludzie. Facet, który jest milionerem, nie będzie się bawić w zrywanie kontraktów, tylko skupia się na pomocy swojemu piłkarzowi. A jak u nas jest - wiadomo. Ubezpieczenia to są, ale grupowe, i to takie, żeby jak najmniej za nie zapłacić. Szkoda gadać.

Po powrocie będzie pan w centrum zainteresowania mediów. Jest pan na to przygotowany?

Nie interesuje mnie to. Jeżeli nie będę chciał rozmawiać, to odmówię i już. Będę spełniony, kiedy wrócę do gry. Reszta jest mniej ważna.

Josip Valcić po meczu podobno siedział w hotelowym barze i płakał. Była okazja, żeby się spotkać albo porozmawiać z Chorwatem?

Nie, nie chciałem z nim rozmawiać. Bo o czym mielibyśmy gadać? Stał się nieszczęśliwy wypadek i nie mam do niego żadnych pretensji. Gość bronił swojej bramki, nadziałem się na jego palec i po wszystkim. Wiem jednak, że chłopak będzie grał w Gummersbach, więc pewnie się zobaczymy.

Myśli pan, że Rhein-Neckar Lowen ma szansę, aby w tym sezonie wygrać Bundesligę?

Będzie trudno. Ja nie mam oka, dwóch kolegów ma problemy z kolanem, inny z barkiem. Ktoś tam jeszcze ostatnio miał operację pleców. Mamy zespół inwalidów i śmiejemy się, że przydałby się ktoś, kogo moglibyśmy rozebrać na części. W piątek był na treningu jakiś nowy chłopak z drugiej drużyny i miał ładne, błękitne oczy, więc uznaliśmy, że to prezent od prezesa dla mnie.

Za rok do Lwów dołączy Krzysztof Lijewski z Hamburga.

Tak, i bardzo dobrze. Do Kielc odchodzi Sławek Szmal, więc trzech Polaków w Löwen wciąż będzie grało. W Niemczech jest moda na dobrych piłkarzy, a że Polacy umieją w ręczną grać, to znajdują w dobrych klubach zatrudnienie. Ważna jest też kasa, bo nikt w wieku trzydziestu lat nie gra dla przyjemności.

Nie chciał pan nigdy zagrać w Hiszpanii? Tamtejsza liga długo uznawana była za światowy numer jeden.

W Hiszpanii są Ciudad, Barcelona, Portland i może Leon. W Niemczech jest kilkanaście klubów, które co roku mogą być mistrzem. A zespoły z dołu walczą jak wściekłe psy i dochodzi do sytuacji, że faworyci często przegrywają z tymi słabszymi. I to jest prawdziwa piłka ręczna. Gramy jak w angielskiej lidze futbolu: co trzy dni, w lidze, Lidze Mistrzów i reprezentacji. Bundesliga to najlepsza liga świata.

Miał pan kiedyś możliwość zamienienia Bundesligi na Ligę Asobal?

Miałem kilka lat temu ofertę z Ciudad Real, ale uznałem, że lepiej będzie mi w Niemczech. Znam tutejsze zwyczaje, język, mam pewne przywileje. A tam musiałbym przenieść całe swoje dotychczasowe życie. Nie paliłem się do tego, więc propozycję odrzuciłem.

Do Polski w przyszłym roku wracają Sławomir Szmal i Michał Jurecki. Pan za kilka lat również ma w planach grę w naszej lidze?

Na pewno. Mam podpisany pięcioletni kontrakt, a więc po jego wygaśnięciu będę miał 33 lata. W polskiej lidze są inne obciążenia, byłoby mi łatwiej. Szczególnie biorąc pod uwagę jedno oko.

Pan już chyba oswoił się z myślą o utracie oka i nie robi to na panu większego wrażenia.

Tak, bo co mogę zrobić? Mogłem mieć raka albo coś gorszego. Straciłem oko, ale na szczęście nie wykluczyło mnie to jeszcze z gry. Nie będę się nad sobą użalać i mówić: "Karolek jest biedny, traktujmy go specjalnie". Mam taką filozofię, że zawsze idę przed siebie. Teraz też nie będę płakać.

Redaktor

  • Dziennik Zachodni

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3