Ofiara księdza pedofila z Międzybrodzia: Nie ma chwili, żebym o tym nie myślał

Jacek Drost
Jacek Drost

Wideo

Zobacz galerię (3 zdjęcia)
To najważniejsze dni w całym moim życiu. Bardzo ciężkie dni, bo się ujawniłem, ogłosiłem światu, iż jestem ofiarą księdza pedofila - mówi w rozmowie z DZ 48-letni Janusz Szymik z Międzybrodzia Bialskiego. Kościelne śledztwo wykazało winę duchownego. Proboszcz został odwołany, skazany na kary kanoniczne i przeniesiony w miejsce odosobnienia. W niedzielę bp Piotr Greger odczytał wiernym z międzybrodzkiej parafii oświadczenie ordynariusza diecezji bielsko-żywieckiej bp. Romana Pindla w tej sprawie.

Wyznał pan publicznie, że był wykorzystywany seksualnie przez księdza. Lżej panu?

To najważniejsze dni w całym moim życiu. Bardzo ciężkie dni, bo się ujawniłem, ogłosiłem światu, iż jestem ofiarą księdza pedofila Jana Wodniaka, byłego sekretarza kardynała Macharskiego, dziekana kęckiego i proboszcza parafii Międzybrodzie Bialskie. Każdy dzień przynosi coś nowego, a ja muszę się z tym zmierzyć. Nie mogę zasnąć, śpię po kilka godzin, cały czas czuję się jak na jakimś froncie.

Ale chyba ulga też jest?

Jest. Czuję także taką wewnętrzną siłę, która mimo wysiłku, smutku, codziennych łez pozwala mi kontynuować to, co zacząłem i doprowadzić do końca moją 36-letnią historię molestowania przez księdza i męki dochodzenia do prawdy w instytucjach kościelnych, by osądzić sprawcę i tych, którzy go kryli. To nie jest tylko kwestia procesu skazującego prawomocnym wyrokiem ks. Wodniaka na kary kanoniczne, złożyłem także wniosek o pociągnięcie do odpowiedzialności księdza seniora biskupa Tadeusza Rakoczego, że wiedział o wszystkim i nic nie robił.

Co sprawiło, że zdecydował się pan opowiedzieć o swojej przeszłości?

Przeciągające się postępowanie kościelne, na każdym etapie. Czara goryczy przelała się po obejrzeniu filmu braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Oglądałem go sam w tym pokoju, gdzie teraz rozmawiamy, płakałem, bo miałem świadomość, że moja sprawa jest taka sama, że Kościół nie potrafi sobie z tym poradzić. Wtedy postanowiłem, że koniec tej zabawy w chowanego. Byłem zbulwersowany, bo zgodnie z zaleceniami papieża Franciszka wyrażonymi w liście pasterskim „Motu Proprio - Vos estis lux mundi” postępowanie w mojej sprawie powinno zakończyć się do 90 dni z małymi wyjątkami, a po złożeniu przeze mnie wniosku w sprawie biskupa Rakoczego nie podjęto żadnych kroków. Widziałem, że wszystko jest przeciągane, sprawa ks. Wodniaka i jego innych ofiar też nie została wyjaśniona do końca. Dlatego uznałem, że potrzebny jest udział mediów i nacisk społeczny, żeby to wszystko wyjaśnić, żeby przeciąć ten wrzód. Dzięki mediom w ciągu kilku dni udało się zrobić więcej niż biskup bielsko-żywiecki zrobił w ciągu ostatnich sześciu lat jeśli chodzi o poinformowanie wiernych parafii w Międzybrodziu Bialskim jak naprawdę wyglądała historia z ks. Wodniakiem.

Przygotowywał pan bliskich na to?

Żona wiedziała jeszcze przed ślubem. Powiedziałem jej o wszystkim, kiedy byliśmy narzeczonymi. Poza tym moja żona zawsze była świadkiem w mojej sprawie - czy to przy składaniu zeznań u biskupa bielsko-żywieckiego, czy wcześniej, kiedy relacjonowałem sprawę ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zalewskiemu. Była więc świadoma, że jestem ofiarą księdza-pedofila. Na pewno było to dla niej bolesne, traumatyczne, bo wywodzi się z rodziny bardzo wierzącej i pewnie ani jej mamie, ani tacie w głowie to wszystko się nie mieściło. Teść do teraz nie wiedział, dlaczego ks. Wodniak w 2014 nagle opuścił parafię.

A dzieci?

Myślałem, że moja córka dowie się o tym ode mnie dopiero w tym roku, ale kiedyś powiedziała mi : „Tato, widząc ciebie, jak chodzisz z tą twoją skórzaną teczką, mając 12 czy 14 lat któregoś dnia do tej teczki zajrzałam i przeczytałam te akta”. Nie mówiła mi o tym, ale znała moją historię od dłuższego czasu, więc jak chciałem ją oficjalnie poinformować, że jestem ofiarą księdza pedofila i chcę zrobić porządek z tą sprawą, to nie była zaskoczona, psychicznie była przygotowana. Nie wiedziała tylko, że będzie to miało taki oddźwięk medialny. Teraz wszyscy moje ujawnienie oceniamy pozytywnie. Nie było sensu dalej się kryć widząc, że Kościół sobie z tym nie radzi, a biskup bielsko-żywiecki nie dąży, by pogłębiać wiedzę o ks. Wodniaku i innych jego ofiarach.

Jak zareagowali mieszkańcy Międzybrodzia Bialskiego?

Z wielkim spokojem, nie było jakichś nerwowych ruchów, hejtu. Uważam, że w minioną niedzielę, kiedy podczas mszy biskup Piotr Greger wyjawił wreszcie parafianom, że ks. Wodniak został skazany prawomocnym wyrokiem i że nie można temu zaprzeczyć, mieszkańcy wreszcie odetchnęli z ulgą, bo po tylu latach poznali prawdę o swoim byłym proboszczu, że jest pedofilem, że ofiar może być więcej, a jedna z nich zgłosiła w tym roku zawiadomienie na ks. Wodniaka i do kurii, i do żywieckiej Prokuratury Rejonowej.

Pan również zamierza swoją sprawę zgłosić do prokuratury?

Zgłosiłem ją do prokuratury w 1993 r., ale mój ówczesny przełożony, dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej przyjaźniący się z ks. Wodniakiem, wymógł na mnie złożenie sprzecznych zeznań, że nic takiego nie miało miejsca, co było podstawą do umorzenia śledztwa. Wywarł na mnie mobbing, a ja jako zwykły pracownik, bojąc się o utratę pracy, zmieniłem zeznania i te czyny z punktu widzenia prawa karnego przedawniły się. Na gruncie polskiego prawa cywilnego nie mogę dochodzić żadnych roszczeń.

Z jakimi reakcjami mieszkańców się pan spotyka?

Dostaję telefony z podziękowaniami. Wzruszające jest to, że dzwonią do mnie ludzie ze wsi i gratulują mi, że się odważyłem, że prawda wyszła na jaw. Dla nich to tak samo traumatyczne przeżycie. Przecież przez 35 lat pobytu ks. Wodniaka w tej parafii w jakimś sensie cała wieś została zgwałcona. Ja na swoim ciele i duszy, a ludzie psychicznie, bo cały czas były puszczane fałszywe informacje, tworzona była propaganda. Ludzie do wczoraj (niedzieli 13 września - red. ) nie znali prawdy, nie wiedzieli, jaki ks. Wodniak był, że księdzem był tylko wizualnie. Zresztą kiedyś zadałem mu pytanie, czy w ogóle wierzy w Boga. Nie odpowiedział mi. Zapadła głucha cisza.

Pan był w niedzielę w kościele? Chodzi pan w ogóle do kościoła?

Nie odważyłem się być w niedzielę w kościele. Wysłuchałem mszy i oświadczenia biskupa przez internet, bo msza była transmitowana. Zresztą do kościoła nie chodzę, bo wszystkie ich działania odbieram jako hipokryzję. Przestałem ufać Kościołowi hierarchicznemu. W moich oczach całkowicie stracił autorytet. Nie można bowiem mówić, że się głosi prawdę i robić co innego. Na przykład biskup Greger - z jednej strony wyraził w niedzielę żal i ubolewanie za całą sytuację, po mszy powiedział dziennikarzom Onetu i Kroniki Beskidzkiej, że nikogo nie przesłuchiwał w mojej sprawie, a kilka godzin później wydał oświadczenie, że faktycznie został mianowany do przeprowadzenia postępowania wstępnego, przyznał, że dostał upomnienie od biskupa i przeprosił mnie za przekazanie błędnych informacji. Ale to nie były błędne informacje tylko kłamstwo. Przecież nie mógł zapomnieć swojego udziału w całym procesie - przesłuchiwania świadków, sporządzania protokołów.

Czy to już koniec tej sprawy?

Końca tej sprawy nie widać. Będę dążył do tego, żeby każdy hierarcha - biskup, arcybiskup, kardynał - zgodnie z zaleceniami papieża ujętymi w „Motu Proprio - Vos estis lux mundi” poniósł chociaż moralną odpowiedzialność za swoje zaniechania.

Często wraca pan do tej bolesnej przeszłości?

Nie ma chwili, żebym o tym nie myślał. Cały czas tym żyję. Nawet kosząc trawę przypominam sobie różne sytuacje, analizuję to wszystko. Niestety, nie potrafię tego zapomnieć.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3